Dodatki na bloga
Blog > Komentarze do wpisu
PAN LUCJAN I PIESEK MIKADO- opowiadanie, cz.1

Pan Lucjan Ostrogski, z zawodu monter instalacji sanitarnych  mieszka w bloku. Blok jak blok- brzydactwo. Ostatnia próba rewitalizacji posępnego molocha poprzez nadanie mu papuzich barw, przyniosła efekt opłakany. Budynek odtąd wygląda infantylnie- jak przerośnięte przedszkole.

Pan Lucjan jednak nic sobie z tego nie robi. Przyodziany latem w wielofunkcyjną kamizelkę i inne bazarowe dobrodziejstwa, wyrusza aby bezcelowo łowić cuchnące wiślane ryby. Zimą zaś przemyka się do sklepu i na pocztę w sfatygowanej puchowej kurtce, w której spomiędzy szwów co i raz wypadają białe pióra. Głowę chroni od zimna klasyczna czapka uszanka. W niemal każdej czynności 58- letniemu panu towarzyszy jedyna jego pociecha- piesek Mikado. Jeśli by powiedzieć sobie wprost, że każde społeczeństwo dzieli się na klasy, można śmiało przyznać, że w psim świecie Mikado plasuje się równe nisko jak jego właściciel w ludzkim odpowiedniku. Stworzenie to nie budzi uczuć pozytywnych. Nawet nadgorliwe w stosunku do zwierząt dzieci, mijają go obojętnie. Jest to kostropaty, przysadzisty, podpalany kundel o długim i opasłym tułowiu i ratlerzym pysku wypełnionym pokrzywionymi zębami. Ujada przeciągle i skrzekliwie przy okazji każdego wyjścia na klatkę, ale zdarza mu się podejmować tę hałaśliwą czynność bez zdania racji, podczas codziennych spacerów.

Nazwisko pana Lucjana, choć powinno wskazywać na wysoki status, jest jedynie słowną popłuczyną po stanie szlacheckim. Nie wiadomo bowiem, czy to błąd w mariażu znamienitego rodu, czy być może jaki szlachciura zdecydował się w miłosiernym geście podarować ten godny przydomek synowi, którego począł przypadkiem z jaką ubogą nieszczęśnicą.

piątek, 15 stycznia 2010, mariaholka